sobota, 27 lutego 2010

Spotkanie po latach cz.2

Mówiąc o Rzeczpospolitej Szlacheckiej, wspomniałem jeszcze o Zygmuncie III Wazie. Za jego panowania Polacy odnieśli chyba największe i najbardziej niewykorzystane militarne zwycięstwo. Pokonaliśmy Rosję i zdobyliśmy Kreml. Z tego co wyczytałem w książkach, efekt był taki, że Rosjanie zaproponowali Zygmuntowi, że uczynią Carem jego syna, Władysława (późniejszy Król Polski - Władysław IV). Warunkiem było przejście Władysława na prawosławie. Propozycja wydaje się bardzo korzystna? Ale co zrobił Zygmunt? Nie zgodził się! Po pierwsze nie chciał słyszeć o prawosławiu, a po drugie zapragnął korony cara dla siebie. A jego katolicki fanatyzm religijny był nie do zaakceptowania przez lud rosyjski (zdaniem pani Lewickiej taka postawa Zygmunta to efekt jezuickiego wychowania). Zaowocowało to wybuchem ogólnonarodowego powstania Rosjan, których łączyła religia, i wypędzeniem Polaków z Moskwy. W taki sposób, jedna z najwspanialszych kampanii militarnych w dziejach naszego kraju, zakończyła się praktycznie bez żadnych korzyści. Zagarnęliśmy tylko Smoleńsk ze skrawkiem ziemi.
Na koniec poruszyliśmy z Panią Lidią jeszcze temat Romana Dmowskiego i jego roli w odbudowie Polski. Choć zasługi Piłsudskiego są niewspółmiernie większe, to Dmowski został trochę oszukany przez historię. Jego działalność miała bardzo duże znaczenie dla odzyskania niepodległości. Dziś niestety mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Dmowski był wielkim patriotą i dyplomatą z prawdziwego zdarzenia. Ówczesny Prezydent USA - Wilson oraz Premier Wielkiej Brytanii - David Lloyd George, w porównaniu z Dmowskim byli politycznymi miernotami. Nie mieli prawie żadnej wiedzy i kultury politycznej. Jedyne co sobą reprezentowali, to siła własnych państw. Smutne zwycięstwo materii nad duchem.

czwartek, 25 lutego 2010

Spotkanie po latach

Miałem dziś bardzo aktywny dzień. Musiałem obejść kilka urzędów, pozbierać sporo informacji. Jak to w tej pracy. Za najciekawsze wydarzenie tego dnia uważam jednak przypadkowe spotkanie z moją dawną nauczycielką historii: Lidią Lewicką-Jedynak. Uczyła mnie przez cztery lata, kiedy chodziłem do II LO w Legnicy. Wtedy niestety moje zainteresowanie historią było niewielkie. Teraz jet dużo większe.
W ciągu kilkudziesięciominutowej rozmowy (odporowadziłem panią profesor do szkoły) obgadaliśmy kilka tematów historycznych. Zaczęło się od wojny polsko-bolszewickiej i "Cudu nad Wisłą". Pani Lidia zgodziła się ze mną co do tego, że ten rzekomy "Cud" należałoby odmitologizować. Bo to nie był żaden cud tylko odniesione w pięknym stylu zwycięstwo. Dowiedziałem się też kilku całkiem ciekawych rzeczy, które wcześniej zupełnie nie przyszły mi do głowy. Pani Lidia twierdzi, iż fakt, że w społeczeństwie wytworzyło się przekonanie o tym, że naszą niepodległość zawdzięczamy boskiemu wstawiennictwu, to zwyczajny efekt propagandy Narodowych Demokratów. Chcieli oni umniejszyć zasługi Piłsudskiego. Bardzo ciekawa teza. Będę musiał pomyśleć nad nią.
W drugiej kolejności zeszliśmy na Rzeczpospolitą Szlachecką, temat, który ostatnio najbardziej mnie nurtuje. Tu też usłyszałem parę słów o zgubnym wpływie propagandy. Tym razem PRL-owskiej. Bardzo cieszę się z tego spotkania. Usłyszałem wiele tez, które dały mi do myślenia. Pani Lidia, choć nie jest profesorem akademickim, ma wiedzę jak rzadko kto. Potrafi też ją ciekawie przekazać. To prawdziwa pasjonatka historii.
Co takiego usłyszałem o erozji ustroju Rzeczpospolitej Szlacheckiej? Tezę, że tak naprawdę to nie przywileje szlacheckie ją zgubiły. W czasach, gdzie szlachta była główną siłą w państwie (XVI stulecie) Polska obchodziła swój złoty wiek. Erozja zaczęła się natomiast w wieku XVII. Przez nasz kraj przetoczyło się bardzo wiele wojen. Spowodowało to osłabienie gospodarcze. Najbardziej jednak podupadła Rzeczpospolita, ponieważ zdegenerował ustrój i z demokracji szlacheckiej przekształcił się w oligarchię magnacką. Wersja o przywilejach szlacheckich niszczących Polskę została wylansowana przez propagandę PRL-u, ponieważ była dla niej korzystna. Muszę się nad tym zastanowić. Tym bardziej, że spotykam się z podobnym poglądem już drugi raz w ciągu tygodnia. I za każdym razem reprezentuje go osoba, która ma dużo większą wiedzę ode mnie. Za pierwszym razem był to dr Maciej Forycki z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na zajęciach, które prowadził w ostatnią sobotę, wyraźnie podjął próbę obrony szlachty polskiej, którą, jak twierdzi, niesłusznie obwinia się o upadek państwa.

Ciąg dalszy jutro :)

środa, 24 lutego 2010

Hołd Pruski

Wczoraj pisałem o Rzeczpospolitej Szlacheckiej i jej upadku. W kolejnych postach postaram się trochę rozbudować temat. I tak nie powiem nic, co już nie zostało powiedziane. Ludzie przez wieki odkrywają te same mądrości. Niestety tak samo jak odkrywają, tak i zapominają, więc czasem warto odkryć coś na nowo, lub zwyczajnie odkurzyć.
Jeszcze w wieku XV Polska była europejską potęgą. Świadczą o tym najlepiej liczne zwycięskie wojny. Uważam jednak, że już wtedy coś zaczęło się sypać. Co spowodowało, że Bitwa pod Grunwaldem, choć była wielkim militarnym sukcesem, nie przyniosła nam wymiernych korzyści? Zakon Krzyżacki przez następne sto lat napsuł nam jeszcze sporo krwi. A kiedy ostatecznie się rozpadł, to nawet nie mieliśmy wystarczająco dużo energii, żeby zagarnąć jego ziemię. Zadowoliliśmy się Hołdem Pruskim. Nasi sąsiedzi nie mogli zrozumieć tego wydarzenia. „Jak to się dzieje, że tak silne państwo nie zdobyło się na bardziej energiczne posunięcie?” – komentowano sprawę.
W istocie, dlaczego nie zdobyliśmy się? Czy było to dla nas korzystne posunięcie, czy też zwyczajna słabość? Pytanie zostawię na razie bez odpowiedzi, bo jej nie znam. Może ktoś z was zechce na nie odpowiedzieć :)

wtorek, 23 lutego 2010

Wstęp

Zachęcony przez swojego brata postanowiłem założyć pierwszego w życiu bloga. Nie mam zamiaru pisać tu wspomnień, czy wierszy. Będzie to blog ściśle tematyczny. Zamierzam poświęcić go pewnej dziedzinie nauki, która od dłuższego czasu bardzo mnie interesuje. Chodzi o historię, a konkretnie historię Polski.
Kiedyś nie przywiązywałem wagi do tego przedmiotu. Nie chodzi o to, że go nie lubiłem. Po prostu wydawał mi się nieciekawy. Nie potrafiłem odnaleźć w sobie pasji. Sytuacja zmieniła się, kiedy poszedłem na studia politologiczne. Większość zajęć była tam tak nudna i bezużyteczna, że kiedy trafiłem na jakiś ciekawszy przedmiot, wtedy chwytałem się go jak deski ratunku. Do takich przedmiotów należała właśnie historia. Na pierwszym miejscu zajęcia z historii powszechnej, z prof. Witoldem Mazurczakiem. To był odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Prawdziwy specjalista, w dodatku z dobrym podejściem do ludzi. Był wymagający, ale to raczej zaleta niż wada, szczególnie dla wykładowcy akademickiego. Choć mieliśmy omawiać XX wiek, profesor stwierdził, że aby dobrze zrozumieć to stulecie, musimy się cofnąć do roku 1871, do wojny francusko-pruskiej. Kilka lat później prof. Mazurczak został promotorem mojej pracy magisterskiej.
Przedmiot bardzo mi się podobał. Zainteresowanie historią obudziło się u mnie właściwie nieco wcześniej. Studia zacząłem w październiku 2004, za to ciekawość została pobudzona mniej więcej w styczniu tegoż roku. Wtedy zdecydowałem, że rezygnuję ze studiów na wydziale chemii i mam zamiar zająć się naukami społecznymi. Napotkałem bardzo stanowczy opór ze strony ojca. W sumie stoczyliśmy o to niezłą batalię. Nie chciał nawet słyszeć o tym, że miałbym przez ponad pół roku siedzieć w domu. Był przekonany, że będę się obijał. Ostatecznie zgodził się na rezygnację z chemii, ale był na mnie zły. Postanowiłem więc udowodnić mu, że się myli. Poczynając od stycznia, aż do lipcowych egzaminów wstępnych, dzień w dzień siedziałem przez kilka godzin z nosem w książkach. Przewertowałem wtedy od deski do deski kilka sporych cegieł. Np. Historia Powszechna 1789-1918 Ludwika Bazylowa. Fantastyczna książka. Potem był Antoni Czubiński i Historia Powszechna XX w. Równie ciekawa, choć mniej konkretna i szczegółowa. Na następny ogień poszły Historia Polski do 1864 roku Marii Boguckiej a potem kontynuacja tych dziejów pióra Antoniego Czubińskiego. Następne były książki z WOS-u, ale te były dla mnie o wiele mniej interesujące. Skupiłem się więc głównie na historii.
Właśnie wtedy, w pierwszym półroczu roku 2004 zaczęło budzić się moje zainteresowanie historią. Udało mi się poszerzyć ubogą dotychczas wiedzę. Historia ma to do siebie, że staje się ciekawa, kiedy człowiek posiada stosunkowo dużą wiedzę. Dzięki temu może połączyć fakty, dostrzec ciąg przyczynowo-skutkowy wydarzeń. Przy małej ilości informacji jest to raczej niemożliwe, a nauka historii to takie uczenie się pojedynczych faktów, wyrwanych z kontekstu.
Skąd pomysł na tytuł bloga? Postanowiłem nazwać go w taki sposób, ponieważ ostatnio najbardziej interesują mnie dzieje Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Jest ciekawe, a zarazem przerażające, jak w ciągu zaledwie trzech stuleci doprowadziliśmy do upadku państwo, które jeszcze w XV w. było europejską potęgą. I nie było tu żadnych kataklizmów. Zniszczyliśmy je od środka, własnymi rękoma.
Historia Rzeczpospolitej Szlacheckiej to opowieść o wielu niewykorzystanych szansach. O militarnych sukcesach i politycznych klęskach. Jak chociażby zwycięska wojna z Rosją na początku XVII w. Nie przyniosła ona prawie żadnych korzyści. Podobnie odsiecz wiedeńska, która z naszej strony była czystym frajerstwem. Smród tych wydarzeń ciągnie się za nami do dziś. Myślę, że wielu współczesnych polityków rozumuje w taki sposób: „Potrzebujesz mięsa armatniego? Weź Polaków do pomocy”. Tak jak np. Bush kiedy wysyłał swoich żołnierzy do Iraku.
I smutnym jest to, że i w dzisiejszych czasach można dostrzec wiele analogii do Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Szczególnie do okresu saskiego, który charakteryzował się spadkiem wartości patriotycznych, egoizmem oraz bezkrytycznym przyjmowaniem zachodnich wzorców. Kogo z nas interesuje dziś historia? Kto czuje się Polakiem, nie tylko kiedy Małysz wygrywa? Tożsamość narodowa jest nie na czasie, za to wartości patriotyczne budzą już tylko pusty śmiech. Wielu z odwiedzających ten blog, uzna, że nie ma na nim nic ciekawego i będzie szydzić. Jestem na to przygotowany. Liczę za to na wsparcie i uwagi ze strony ludzi, których interesuje historia. Mam nadzieję, że są jeszcze tacy :)