Zachęcony przez swojego brata postanowiłem założyć pierwszego w życiu bloga. Nie mam zamiaru pisać tu wspomnień, czy wierszy. Będzie to blog ściśle tematyczny. Zamierzam poświęcić go pewnej dziedzinie nauki, która od dłuższego czasu bardzo mnie interesuje. Chodzi o historię, a konkretnie historię Polski.
Kiedyś nie przywiązywałem wagi do tego przedmiotu. Nie chodzi o to, że go nie lubiłem. Po prostu wydawał mi się nieciekawy. Nie potrafiłem odnaleźć w sobie pasji. Sytuacja zmieniła się, kiedy poszedłem na studia politologiczne. Większość zajęć była tam tak nudna i bezużyteczna, że kiedy trafiłem na jakiś ciekawszy przedmiot, wtedy chwytałem się go jak deski ratunku. Do takich przedmiotów należała właśnie historia. Na pierwszym miejscu zajęcia z historii powszechnej, z prof. Witoldem Mazurczakiem. To był odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Prawdziwy specjalista, w dodatku z dobrym podejściem do ludzi. Był wymagający, ale to raczej zaleta niż wada, szczególnie dla wykładowcy akademickiego. Choć mieliśmy omawiać XX wiek, profesor stwierdził, że aby dobrze zrozumieć to stulecie, musimy się cofnąć do roku 1871, do wojny francusko-pruskiej. Kilka lat później prof. Mazurczak został promotorem mojej pracy magisterskiej.
Przedmiot bardzo mi się podobał. Zainteresowanie historią obudziło się u mnie właściwie nieco wcześniej. Studia zacząłem w październiku 2004, za to ciekawość została pobudzona mniej więcej w styczniu tegoż roku. Wtedy zdecydowałem, że rezygnuję ze studiów na wydziale chemii i mam zamiar zająć się naukami społecznymi. Napotkałem bardzo stanowczy opór ze strony ojca. W sumie stoczyliśmy o to niezłą batalię. Nie chciał nawet słyszeć o tym, że miałbym przez ponad pół roku siedzieć w domu. Był przekonany, że będę się obijał. Ostatecznie zgodził się na rezygnację z chemii, ale był na mnie zły. Postanowiłem więc udowodnić mu, że się myli. Poczynając od stycznia, aż do lipcowych egzaminów wstępnych, dzień w dzień siedziałem przez kilka godzin z nosem w książkach. Przewertowałem wtedy od deski do deski kilka sporych cegieł. Np. Historia Powszechna 1789-1918 Ludwika Bazylowa. Fantastyczna książka. Potem był Antoni Czubiński i Historia Powszechna XX w. Równie ciekawa, choć mniej konkretna i szczegółowa. Na następny ogień poszły Historia Polski do 1864 roku Marii Boguckiej a potem kontynuacja tych dziejów pióra Antoniego Czubińskiego. Następne były książki z WOS-u, ale te były dla mnie o wiele mniej interesujące. Skupiłem się więc głównie na historii.
Właśnie wtedy, w pierwszym półroczu roku 2004 zaczęło budzić się moje zainteresowanie historią. Udało mi się poszerzyć ubogą dotychczas wiedzę. Historia ma to do siebie, że staje się ciekawa, kiedy człowiek posiada stosunkowo dużą wiedzę. Dzięki temu może połączyć fakty, dostrzec ciąg przyczynowo-skutkowy wydarzeń. Przy małej ilości informacji jest to raczej niemożliwe, a nauka historii to takie uczenie się pojedynczych faktów, wyrwanych z kontekstu.
Skąd pomysł na tytuł bloga? Postanowiłem nazwać go w taki sposób, ponieważ ostatnio najbardziej interesują mnie dzieje Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Jest ciekawe, a zarazem przerażające, jak w ciągu zaledwie trzech stuleci doprowadziliśmy do upadku państwo, które jeszcze w XV w. było europejską potęgą. I nie było tu żadnych kataklizmów. Zniszczyliśmy je od środka, własnymi rękoma.
Historia Rzeczpospolitej Szlacheckiej to opowieść o wielu niewykorzystanych szansach. O militarnych sukcesach i politycznych klęskach. Jak chociażby zwycięska wojna z Rosją na początku XVII w. Nie przyniosła ona prawie żadnych korzyści. Podobnie odsiecz wiedeńska, która z naszej strony była czystym frajerstwem. Smród tych wydarzeń ciągnie się za nami do dziś. Myślę, że wielu współczesnych polityków rozumuje w taki sposób: „Potrzebujesz mięsa armatniego? Weź Polaków do pomocy”. Tak jak np. Bush kiedy wysyłał swoich żołnierzy do Iraku.
I smutnym jest to, że i w dzisiejszych czasach można dostrzec wiele analogii do Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Szczególnie do okresu saskiego, który charakteryzował się spadkiem wartości patriotycznych, egoizmem oraz bezkrytycznym przyjmowaniem zachodnich wzorców. Kogo z nas interesuje dziś historia? Kto czuje się Polakiem, nie tylko kiedy Małysz wygrywa? Tożsamość narodowa jest nie na czasie, za to wartości patriotyczne budzą już tylko pusty śmiech. Wielu z odwiedzających ten blog, uzna, że nie ma na nim nic ciekawego i będzie szydzić. Jestem na to przygotowany. Liczę za to na wsparcie i uwagi ze strony ludzi, których interesuje historia. Mam nadzieję, że są jeszcze tacy :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz